Soke Takeuchi Toshimichi

Parę słów o życiu Takeuchi Toshimichi

Toshimichi Takeuchi urodził się 23 lutego 1945. Jego rodzina utraciła w wyniku działań wojennych cały majątek, a życie w wyniszczonym kraju było bardzo surowe. Głód i zimno stanowiły codzienne doświadczenie milionów ludzi. To nie było łatwe dzieciństwo. Kiedy umierał ktoś z sąsiadów małe dzieci cieszyły się ponieważ wiedziały, że zostaną poczęstowane ryżem. Wtedy nauczył się znosić, nawet lekceważyć niedostatki, dolegliwości i nabył wytrzymałość na trudy życia. 
Pierwszym i najważniejszym jego nauczycielem był ojciec Matsusaburo. Już kilkuletni Toshi uczony był podstaw posługiwania się kataną, kodachi, technik jujutsu. Potem doszło do tego heiho[1] i kyudo. To ostatnie ćwiczone zresztą w sposób osobliwy bo głównie teoretycznie i przy użyciu prowizorycznego łuku wykonanego z paru listewek. Powód był prosty: w tamtym czasie i miejscu „prawdziwy" łuk był nieosiągalny. Toshimichi ćwiczył z wielkim zapałem. Kiedyś, a miał wtedy osiem lat, wczesnym rankiem, podczas gdy rodzina jeszcze spała, wymknął się na brzeg morza. Siadł w seiza i medytował zwrócony ku wschodowi. Kiedy pojawiło się słońce uniósł nad głowę bokken i kłaniając się przysiągł, że zostanie największym mistrzem kenjutsu. Kiedy wrócił, matka i siostry pytały: „Toshi gdzie byłeś?", „Na spacerze"  odpowiedział. Mając dwanaście lat dowiedział się, że choć jego rodzina nie prowadziła nigdy szkoły bujutsu[2] to istnieje w niej poufny przekaz i rodzinny styl. W każdym pokoleniu uznani za uzdolnionych otrzymują wiedzę i przechodzą, jeżeli chcą, trening sztuk walki. Od tego momentu ćwiczenia stały się poważniejsze. Niestety ojciec zmarł gdy Toshimichi miał lat piętnaście. Zresztą życie nie jest piękną opowieścią, w której ku uciesze miłośników bohaterskich historii przestrzega się reguł wydumanych przez mistrzów literatury. Skutkiem utraty majątku i powojennych przemian Matsusaburo popadał w depresję, dopadały go wątpliwości. Czasem tygodniami nie odzywał się do nikogo siedząc tylko i kręcąc wąsa albo wpatrując się w głownię swojej katany. Czasem gorliwie uczył syna by po kilku dniach zakazywać mu w ogóle zajmowania się tak bezsensownymi w odmienionym świecie sprawami. Wszystko to sprawiło, że Toshimichi całe życie stawiał sobie pytania: „Czym jest kenjutsu dziś?", „Jaki może być kształt współczesnego bushido?". Starał się o zachowanie tradycyjnego ducha, fundamentu treningu bujutsu, ale uważał, że wiele tradycyjnych starych form, zwyczajów, technik nie ma po prostu sensu. Dlatego rozczarowywał niekiedy ludzi oczekujących od niego przestrzegania tradycyjnego sztywnego formalizmu[3]. Jednocześnie bardzo rygorystycznie przestrzegał podstaw,  istoty,  tak ceremonii jak i dokładności w ćwiczeniu. „Kto ma dobry, mocny fundament może wszystko" powtarzał stale na treningach.
Po śmierci ojca kontynuował samodzielnie naukę korzystając ze zdobytego doświadczenia oraz notatek ojca i dziadka Gondo.
Toshimichi trenował  z zapałem również karate i miał w tej dziedzinie osiągnięcia. Największym z nich było zdobycie mistrzostwa Osaki w kategorii juniorów.
Na studia (ekonomia) pojechał do Tokio, ale już po drugim roku wyjechał do Europy, do Niemiec gdzie wkrótce zaczął wykorzystywać swoje umiejętności prowadząc szkoły karate i jujutsu przeznaczone dla pragnących trenować te sztuki jak też dla przedsiębiorców (samoobrona) i aktorów (choreografia walki, efektowne techniki, pokazy). Potem była Japonia, Portugalia, znowu Japonia.

Ostatecznie, mając 53 lata przybył do Polski. Miał zamiar założyć japońską restaurację, przywiózł nawet trochę wyposażenia. Przedsięwzięcie okazało się trudne. Szukając odpowiedniego miejsca przyjechał do Krakowa i w nim spotkał ludzi przyjaznych, bardzo zainteresowanych jednak nie biznesem tylko sztuką miecza, kenjutsu. Zaczęły się treningi, najpierw nieformalne, towarzyskie, na które przychodziło paru najbliższych znajomych, a potem powoli zaczęła powstawać szkoła. Ważnym wydarzeniem było spotkanie Toshimichi z Krzysztofem Jankowiakiem, doświadczonym w wielu sztukach walki instruktorem i organizatorem Namysłowskich Seminariów Sztuk Walki, w których Toshimichi z wielką radością uczestniczył i które przyczyniły się do rozpowszechnienia jego nauk w Polsce. Spotykając ludzi szczerze zainteresowanych kenjutsu, jujutsu, kyudo postanowił ujawnić to czego nauczył go ojciec. Założył szkołę przekazującą styl jego rodziny, ale nie tylko do niego ograniczoną. Wtedy właśnie przyjął tytuł Soke należący mu się niejako podwójnie: jako spadkobiercy stylu i jako oryginalnemu mistrzowi. Perfekcyjnie i ze swobodą posługiwał się kataną, uczył kodachi, nito (w tym nikodachi). Prowadził treningi technik realnej walki, a także efektownych, „pokazowych" i takich których celem jest ćwiczenie dokładności lub sprawności. Jak zawsze mówił „Trening samuraja musi być kompletny" to znaczy musi obejmować nie tylko walkę mieczem, ale także jujutsu i kyudo. To są „wymagania minimalne" mawiał. Najbliższa mu była niewątpliwie idea budo, drogi miecza będącej zarazem sposobem życia, którego sens stanowi pielęgnowanie osobowości. Przekazywana przez niego wiedza znacznie częściej była „sztuką pokoju" niż „sztuką wojny".

Zdając sobie sprawę z nadchodzącej śmierci ostatnie dwa lata życia spędził przekazując uczniom możliwie najwięcej wiedzy, pracując nad koncepcją szkoły. Tuż przed śmiercią podpisał oficjalne dokumenty przekazania szkoły i stylu zapewniając w ten sposób ciągłość jej funkcjonowania. Jeszcze na miesiąc przed śmiercią przychodził na treningi i uczestniczył w seminarium w Namysłowie w maju 2007 roku. Zmarł w Krakowie dnia 14.06.2007. Ostatnią czynnością w jego życiu było zademonstrowanie techniki kodachi, o którą pytał odwiedzający go w szpitalu uczeń.

Kajetan Młynarski


[1] Heiho czyli „prawo wojenne" obejmuje nie tylko strategię i taktykę, ale także pewien kanon wiedzy przydatnej w szeroko rozumianej walce, np. psychologię, meteorologię itp. Heiho rodziny Takeuchi to przede wszystkim  wiedza dotycząca szermierki, walki wręcz, życia codziennego samuraja oraz strategii politycznych, w mniejszym stopniu dowodzenia znacznymi siłami zbrojnymi.

[2] Nazwisko Takeuchi („bambusowy dom") jest w Japonii bardzo popularne i nosi je wiele rodzin. Istnieje stara zasłużona i tradycyjna szkoła tradycyjnego budo Takeuchi ryu (czasem pisana jeszcze Takenouchi ryu ). Prowadzona przez rodzinę bliżej niespokrewnioną z Toshimichim co on sam zawsze starannie i dobitnie zaznaczał.

[3] Zresztą bywało to bardzo zabawne zwłaszcza kiedy dochodziło do spotkań z młodymi ludźmi, którzy znali formy etykietalne z książek i byli nimi bardzo zachwyceni. Pamiętam takie zdarzenie: do Toshimichi podszedł po treningu pewien młody człowiek i poprosił go o pokazanie miecza. Soke odpowiedział: weź sobie leży tam na krześle. Widziałem zgrozę i święte oburzenie w oczach młodzieńca, który zapewne wyobrażał sobie, że zostanie zaproszony do ceremonialnego obejrzenia historycznej katany.